Dodano: 08.03.2011 | Rozrywka

A A A

Co na wieczór? Może Oscar?

Emocje Oscarowej nocy już za nami. Co prawda, po raz pierwszy od lat nie mogliśmy obejrzeć gali rozdania nagród Akademii, ponieważ żadna telewizja polska nie wykupiła praw, ale mimo wszystko wielu kinomanów nie poszło spać tamtej nocy. Obyło się jednak bez niespodzianek. Jeśli nie zdążyliśmy obejrzeć oscarowych filmów zawczasu, możemy to nadrobić teraz i w wolny wieczór wybrać się do kina i samemu ocenić słuszność ocen członków Akademii.

Oscary przyznawane są nieprzerwanie od 1929 roku. Podczas skromnej gali, która trwała zaledwie 15 minut i niespecjalnie kogokolwiek interesowała, złotą statuetkę rycerza (wtedy jeszcze nie zwanego Oscarem) zgarnął wojenny dramat „Skrzydła”. Amerykanie jednak uwielbiają przepych i w przeciągu 10 lat ceremonia znacząco się rozrosła, a sama nagroda zaczęła budzić coraz większe emocje. Dzisiaj jest to najbardziej prestiżowa filmowa nagroda świata, mimo że w praktyce dotyczy tylko filmów amerykańskich (poza jedną kategorią), a z jej zdaniem często kłócą się opinie krytyków (szczególnie spoza USA). Przyciągają wielkie nazwiska, pompa, przepych, czerwony dywan, piękne kreacje i oczywiście wielkie pieniądze, które pójdą w ślad za Oscarami.

Rok temu członkowie Akademii zdecydowali o dość kontrowersyjnym (jeśli brać pod uwagę pieniądze włożone w poszczególne tytuły), ale sprawiedliwym (jeśli uwzględnić wartość artystyczną) rozdaniu statuetek. Wielkim przegranym okazał się „Avatar” - napompowana efektami specjalnymi futurystyczna bajka w reżyserii Jamesa Camerona, która nie zdobyła nagrody w żadnej ważnej kategorii. Oscara za najlepszy film i za reżyserię sprzątnęła mu sprzed nosa Kathryn Bigelow z kameralnym dramatem o wojnie w Iraku - „Hurt Locker”.

W tym roku statuetki zostały przyznane zgodnie z oczekiwaniami krytyków i bukmacherów. Najwięcej, i to najważniejszych, przypadło w udziale „Jak zostać Królem” - za najlepszy film, za reżyserię (dla Toma Hoopera), za pierwszoplanową rolę męską (dla Colina Firtha) i scenariusz. Natalie Portman uhonorowano jako najlepszą rolę żeńską za przejmującą role baletnicy w „Czarnym Łabędziu”. Czołówkę obsadził jeszcze „Fighter”, który zdobył laury za najlepszą drugoplanową rolę męską (Christian Bale) i żeńską (Melissa Leo). Oscar za muzykę przypadł w udziale Trentowi Renzorowi za ścieżkę dźwiękową do filmu „The Social Network”.

„Jak zostać Królem” to przejmująca opowieść o samotności władcy, który nie ma prawa do ludzkich słabości. Tom Hooper nakręcił skromny, ale bardzo atrakcyjny wizualnie film o Albercie, przyszłym królu Anglii – Jerzym IV, który nie jest w stanie przezwyciężyć swojego jąkania. Zgodnie z hollywoodzkim wzorcem sposób na to się znajdzie, Albert zdobędzie przyjaciela na całe życie i okaże się wybitnym królem – przewidywalne, mimo że oparte na faktach, ale przekonywujące. „Czarny Łabędź” to historia baletnicy, której zostanie powierzona główna rola w „Jeziorze Łabędzim”. Doskonaląc swoją rolę i swój taniec zagłębia się coraz bardziej w mroczne zakamarki własnej psychiki. Darren Aronofsky, który wyreżyserował ten film, stanął na wysokości zadania i potwierdził swoją bardzo wysoką formę. „Fighter” to również skromny dramat bez fajerwerków, oparty o rzeczywistą historię. Opowiada o dwóch braciach, z których młodszy chce zostać zawodowym bokserem, jednak starszy (grany przez Christiana Bale'a), kiedyś też bokser, dziś narkoman, zaniedbuje go. Aby zdobyć mistrzostwo muszą przezwyciężyć swoje słabości i ułożyć stosunki rodzinne. Na uwagę zasługuje genialna rola Melissy Leo, która gra apodyktyczną matkę otoczoną wianuszkiem potakujących jej córek. Wszystkie te filmy możemy jeszcze obejrzeć w Poznaniu w największych multipleksach w dowolnych godzinach.

Warto jednak zwrócić też uwagę na inne nominowane filmy, które statuetek nie zgarnęły, ale mimo to są bardzo wartościowymi produkcjami. W Kinepolis, jak i w Multikinach, obejrzymy jeszcze „Prawdziwe męstwo” - najnowszą produkcję braci Coen. Mała, ale niesamowicie rezolutna dziewczynka, postanawia wynająć szeryfa, aby pomścić śmierć ojca. Trudno powiedzieć, co w tym filmie najbardziej przyciąga – swobodna zabawa z konwencją westernu (film jest remake'em starego obrazu z Johnem Waynem), czy świetna, dojrzała gra Hailee Steinfeld (za co była zresztą nominowana do Oscara). Do kin dopiero wchodzi „127 godzin” - najnowsze dzieło Danny'ego Boyle'a (reżysera oscarowego „Slumdog. Milioner z ulicy”), które opowiada o dramatycznej historii alpinisty uwięzionego w górach. W paru kinach zobaczyć jeszcze możemy „The Social Network” (zwycięzca połowiczny – więcej nominacji niż Oscarów), oraz „Wszystko w porządku”.

Niestety nigdzie w Poznaniu nie jest grany jeden z najbardziej niedocenionych filmów tej gali - „Do szpiku kości”. Jak przystało na film niezależny, został uhonorowany na festiwalu Sundance, ale grająca w nim Jennifer Lawrance stanowiła bardzo silną konkurencję dla Natalie Portman. Dawno nie dane było nam oglądać tak przejmującej i przerażającej wizji małomiasteczkowego południa USA. Jeśli pojawi się w kinach studyjnych – gorąco polecam wytrzymałym widzom. Zdecydowanie warto. Nie ma też na razie szans, żeby zobaczyć którykolwiek z nominowanych filmów nieangielskojęzycznych, jak i samego zwycięzce w tej kategorii. Pozostaje nam tylko śledzić repertuar małych kin, lub przeglądy filmowe. Być może jeszcze odrobimy zaległości zza morza.

zgłoś nadużycie

Komentarze (0)

Dodaj komentarz jako gość albo zaloguj się

Zarejestruj się! Otrzymasz profil dzięki, któremu Twoje komentarze będą bardziej wiarygodne.

wymagane
wymagane, niepublikowane

Skok do góry [g]