Dodano: 01.03.2011 | IT i Technologie
Czarno na białym. Elektronicznie.
Coraz więcej produktów nowoczesnych technologii wchodzi do codziennego użytku. Już nie trzeba czekać wielu lat, aż nowe pomysły naukowców wyjdą z laboratoriów, aby dotrzeć pod nasze dachy. Teraz coraz uporczywiej puka do naszych drzwi technologia, która być może zrewolucjonizuje jedne z najważniejszych osiągnięć ludzkości – pismo i druk.
Trudno byłoby zaprzeczyć, że wchodzimy powoli w fazę wirtualnej rzeczywistości. Nie mówię jednak o pomysłach z filmów S-F, ale o zwykłym przenoszeniu pewnych elementów naszej rzeczywistości do wnętrz komputerów. Rzadziej korzystamy z gotówki – mamy wirtualne pieniądze w postaci kart kredytowych, po najświeższe newsy z kraju i świata zaglądamy do internetu, tam też przenosi się społeczne życie, e-maile wypierają powoli klasyczne listy. Książka, symbol zachodniej kultury broniła się do tej pory całkiem dobrze – czy na nią też przyjdzie niedługo kres?
Wszystkiemu winne (choć winy ich tutaj nie ma żadnej) ebooki i czytniki ebooków. Ebooki, czyli książki w formie wirtualnej (np. w formacie PDF), nie cieszyły się dotąd zbyt dużą popularnością. Owszem – można je łatwo ściągnąć z internetu, momentalnie przejrzeć, internetowe biblioteki oferują tysiące tytułów, skracając drogę od autora do czytelnika. Jest tylko jedno ale – czytanie ebooków na komputerze jest bardzo męczące. Monitory emitując sztuczne światło powodują, że po paru minutach czytania takiego tekstu na ciągle odświeżanej (od odświeżania obrazu zależy jego jakość), komputerowej stronie, boli nas głowa i oczy. Pierwszy raz formuła wirtualnych książek pojawiła się u zarania internetu, kiedy zaczął powstawać międzynarodowy „Projekt Gutenberg” mający na celu digitalizowanie książkowego dorobku ludzkości. Od tamtej pory ebooki nie zyskały jednak wielkiej popularności.
Przełom nastąpił dopiero w połowie pierwszej dekady XXI wieku, wraz z wynalezieniem i rozpowszechnianiem papieru elektronicznego. Jest to technologia, która nie wyświetla tekstu tak jak zwykłe monitory, ale poprzez swoją konstrukcję układa druk w stały obraz. Najłatwiej to sobie zwizualizować wyobrażając sobie miliony małych kulek, które z jednej strony są białe, z drugiej czarne. Pod wpływem prądu odpowiednie kulki przekręcają się wyświetlając druk. Tak „zadrukowana” strona nie świeci (możemy zasłonić źródło światła i mieć problemy z odczytaniem) a raczej wyświetla. Jest to tylko jedna z wielu technologii papieru elektronicznego, ale daje pewne wyobrażenie o możliwościach.
Wszystkie duże firmy sprzętu elektronicznego (poza Apple, który zignorował nowy trend) od razu rzuciły się, węsząc duże zyski, do produkcji czytników ebooków opartych o technologię papieru elektronicznego. Najpopularniejszym w tej chwili czytnikiem i niejako symbolem nowej rewolucji (jak to się powszechnie, szumnie dość, określa) jest Kindle stworzony przez znany sklep internetowy Amazon.com. Jednocześnie uruchomiono internetową sprzedaż książek i wydawnictw na te czytniki. Komentatorzy emocjonują się możliwością posiadania przenośnej biblioteki, w której, za parę dolarów, można uzyskać natychmiastowy dostęp do pożądanych książek. Tradycyjna prasa, wyczuwając w tej sytuacji możliwość odzyskania wpływów straconych na rzecz internetu, bez wahania wskoczyła w nową technologię. W USA praktycznie każda duża gazeta oferuje elektroniczne wydanie w porównywalnej cenie, które można ściągnąć w przeciągu paru sekund. Polska prasa nie pozostaje w tyle – najpopularniejsze tytuły, zarówno codzienne, jak i tygodniki, udostępniają swoje wirtualne wydania.
Papier elektroniczny nie jest jednak bez wad. Malkontenci narzekają na długi okres zmieniania stron, poświaty pozostające po starych wyświetleniach. Nie jest to jednak nic, czego nie dałoby się poprawić, jeśli nowinka chwyci i stanie się stałym uczestnikiem rynku. A jeśli chwyci – skutki mogą być spore. Z jednej strony dużo mogą stracić drukarnie i wydawnictwa, ale zyskałaby na pewno przyroda. Poza błyskawicznym dostępem do książek, co ma ogromne znaczenie na komercyjnym rynku książek, czytniki ebooków mogą przynieść ogromne zmiany w obszarach, gdzie książki do tej pory były niezbędne. W 2007 roku ruszył w szkole w Maastricht pilotażowy program, w ramach którego podręczniki udostępniano uczniom na czytnikach elektronicznych. Zamiast nosić ciężki, nierzadko parokilogramowy plecak wypchany podręcznikami uczniowie mogliby nosić tylko jeden czytnik z całą potrzebną wiedzą. Pod koniec roku szkolnego wystarczy kupić i załadować nowe oprogramowanie. Kłopotliwe byłyby na pewno kwestie prawne dotyczące opłat i praw autorskich, ale są to na tyle palące kwestie, że powinny być załatwiane prezz ustawodawców priorytetowo.
W USA w 2010 roku światło dzienne ujrzał Kindle 3, który sprzedaje się równie dobrze, jak starsze modele. Trudno przewidzieć, czy mamy do czynienia z rewolucją. Być może wygra tęsknota za klasyczną książką w fizycznej wersji, a być może wirtualne ebooki będą tak samo popularne jak zwykłe książki. Tak czy inaczej – spokojnie można powiedzieć, że czytelnictwo na tym na pewno nie straci.


Komentarze (0)
Dodaj komentarz jako gość albo zaloguj się
Zarejestruj się! Otrzymasz profil dzięki, któremu Twoje komentarze będą bardziej wiarygodne.