Dodano: 08.01.2011 | IT i Technologie
Internetowe targi popularności
„Patrz jaka franca, at list for fiter szwagier” - te słowa zna pewnie każdy polski internauta. Niezaznajomiona z internetem osoba może się poczuć zupełnie zagubiona, ponieważ nie są to słowa z telewizji, ani z radia, ani z gazet. Nie stoi za nimi żaden polityk, aktor, muzyk, celebryta. Kultowe już słowa należą do nieznanego do tej pory Polaka z USA. Filmik z jego udziałem bije nad Wisłą internetowe rekordy popularności. Jest to świetny przykład nowego sposobu oddziaływania na masową wyobraźnię – internetowego memu.
Krótki, 2-minutowy filmik został zamieszczony na serwisie w 2008 roku. Przedstawia mężczyznę mówiącego łamanym polsko – angielskim slangiem, który karmi krokodyla na bagnach. Jednak dopiero w ostatnim roku zaczął on cieszyć się tak ogromną popularnością. Automatycznie został nazwany „forfiterem”, powstała poświęcona mu strona, a liczba obejrzeń zaczęła lawinowo rosnąć.
Część tego sukcesu przypisuje się małej firmie reklamowej spod Warszawy, która zaadoptowała krokodyla ze stołecznego zoo nazywając go forfiterem i zakładając mu stronę internetową. Za tym poszedł sklep sprzedający m.in. odzież z cytatami z filmu. To jednak nie wszystko – taki sukces bardzo trudno przewidzieć, a sama firma raczej skorzystała i wypłynęła na jego popularności, niż ją spowodowała. Co prawda cały czas administrują facebookową stronę forfitera, a filmik z jego udziałem został wybrany przez widzów TVNu najlepszym „wirusowym” filmem roku 2010, to taka popularność jest raczej krótkotrwała. O wiele ciekawsza od internetowego krokodyla, o którym za parę lat mało kto będzie pamiętał jest ta enigmatyczna „wirusowość”
Termin „wirusowy” jak na razie niespecjalnie się przyjął i raczej zostaniemy przy angielskojęzycznym przymiotniku „viral”. Jest to bardzo modne ostatnimi czasy hasło – coraz więcej rzeczy zostaje nazwanych viralowymi – viralowy marketnig, viralowa reklama, viralowe wideo. Są to pojęcia, które swoją bytność zawdzięczają głównie internetowi, choć stanowią po prostu przeniesienie idei poczty pantoflowej w elektroniczną rzeczywistość. Tak jak wirus rozprzestrzenia się zarażając coraz to nowe organizmy, tak i viralowe filmiki (rzadko kiedy dłuższe niż parę minut) rozsyłane są wśród znajomych za pośrednictwem internetu. Jedno nagranie może w krótkim czasie doczekać się milionów obejrzeń – wystarczy, że pojawi się na jakimś dużym portalu, często odwiedzanym blogu, lub znana osoba wrzuci link na portal społecznościowy. To co kiedyś było lokalną modą przekazywaną z ust do ust – na obszarze ulicy, dzielnicy, miasta, czy też pewnego środowiska, dzisiaj, dzięki internetowi, rozprzestrzenia się na cały kraj wśród osób o podobnych zainteresowaniach w przeciągu paru godzin.
Pierwsza dekada XXI wieku, bogata w wydarzenia, należała z pewnością do internetu. Coraz więcej ludzi ma stały dostęp do sieci i uczestniczy na bieżąco w wydarzeniach, które się w niej dzieją. W tym wypadku klasyczne media – radio, telewizja i gazety – służą raczej rejestrowaniu po czasie wirtualnych wydarzeń niż ich kreowaniu. Wszystko dlatego, że internauci porozumiewają się błyskawicznie, najczęściej poprzez zaufane grono znajomych. Czy to przez portale społecznościowe (facebook, nasza-klasa), czy przez pocztę elektroniczną, lub komunikatory – internauta ma większe zaufanie do tego, co polecają znajomi, raczej niż obcy eksperci.
W tym nie różnimy się niczym od przekupek z targu, które prędzej zaufają nawet nielubianej sąsiadce niż obcemu. W ten sposób internet stał się podstawowym narzędziem kształtowania opinii publicznej XXI wieku – każdy z nas ma na pewno blogi, portale i strony, które lubi i których gustem się kieruje. A że nic w internecie nie pozostaje bez odniesienia, wszystkie strony tworzą gęsta sieć, w której informacje poruszają się, powtarzają i powielają. Jeśli jakiś filmik trafi na podatny grunt, odpowiedni czas i zadowoli gust – możemy być pewni, że zacznie z „wirusowym” rozpędem powielać się zarażając coraz to nowych internautów.
Samo szybkie rozprzestrzenianie się i hasło viral nie opisują wystarczająco fenomenu forfitera. Richard Dawkins wprowadził określenie „mem” opisujące jakąś ideę, czy informację kulturową komunikowaną sobie nawzajem przez członków danej społeczności. Termin szybko przyjął się w stosunku do internetowych wydarzeń. Teraz nie wypada już nie znać co popularniejszych internetowych memów. Trafiają do języka powszechnego, są powtarzane, naśladowywane, przetwarzane. Sam forfiter doczekał się setek przeróbek, wśród których najpopularniejsza jest z pewnością piosenka forfiter blues w wykonaniu znanego w sieci muzyka – CeZika:
To właśnie jest źródło sławy internetowych memów – żyją dopóty, dopóki ktoś się nimi interesuje, cytuje i przerabia. Internauci chcą je naśladować, wplatają je do codziennego języka – podpinając się pod popularność co bardziej znanych memów, sami podtrzymują zainteresowanie nimi. A zainteresowanie jest w internecie dla wielu jedyną realną wartością.
Nic dziwnego, że dobry interes szybko zwęszyły agencje reklamowe. Najmodniejszy stał się więc teraz marketing viralowy, prowadzony jednocześnie na kilku frontach – gazety, telewizja, internet, przestrzeń miejska. Najlepiej, żeby reklama nie wyglądała jak reklama.
Jedną z pierwszych udanych kampanii w tym stylu było pojawienie się marki Heyah – przez długi czas w różnych miejscach pojawiały się tylko logo charakterystycznej dłoni, a w telewizji leciały krótkie klipy, z których nic nie wynikało, poza pojawiającą się nazwą Heyah. Cel został jednak osiągnięty – o marce się mówiło, każdy chciał się dowiedzieć o co chodzi i kto stoi za tym zamieszaniem.
Internetowe memy, nawet jeśli nie wiemy co to znaczy, przeniknęły już na stałe do świata realnego i naszego języka. Tekst „ale urwał!”, czy „jestem hardkorem” powtarzała cała Polska, prawie każdy widział przynajmniej jeden film z udziałem niedoszłego prezydenta Białegostoku – Krzysztofa Kononowicza. Wspomniany wcześniej konkurs ogłoszony przez TVN24.pl wskazał najpopularniejsze w naszym kraju internetowe filmiki 2010 roku:
Z kolei zachodnie portale pełne są takich zestawień, np. w ich katalogowaniu i wyjaśnianiu specjalizuje się strona Know Your Meme
Społeczności internetowe to jeszcze stosunkowo młody twór. Specjaliści dopiero zaczynają je badać, ponieważ nikt wcześniej nie przypuszczał, że szybko rozwijający się internet zacznie odgrywać tak dużą rolę w naszym życiu. Warto więc śledzić, co w sieci piszczy, żeby nie czuć się wyobcowany w rozmowie. Zresztą co ja mówię – któż z nas nie przeglądał w pracy zabawnych filmików przesłanych przez znajomych? Więc dobrze wiecie, o czym mówię;)


Komentarze (0)
Dodaj komentarz jako gość albo zaloguj się
Zarejestruj się! Otrzymasz profil dzięki, któremu Twoje komentarze będą bardziej wiarygodne.